Dodatnie protektory do stroju motocyklowego.

Bezpieczeństwo na motocyklu, to element o którym zawsze powinniśmy przypominać i będę o tym mówił co kilka artykułów. Nie bez powodu, docierają do nas stale informacje o osobach, które nie zadbały odpowiednio o ten aspekt i muszą przykładowo zmagać się z wieloma problemami.

Jak wybrać protektory?

Na rynku mamy naprawdę duży rozstrzał cenowy, ponieważ możemy znaleźć zarówno protektory w cenach kilkunastu złotych, a zakończyć zakup zestawu na kilku tysiącach. W dużej mierze wszystko zależy od producenta, materiału i przeznaczenia.

Najtańsze ochraniacze motocyklowe, będą wykonane z niskiej jakości materiałów i grubego plastiku. Natomiast drugim i dużo lepszym przykładem, są chociażby popularne protektory Sas-Tec, oferowane przez niemieckich producentów. Są stworzone z elastycznej i trwałej pianki Visco. Niestety kurtki i spodnie motocyklowe, muszą być dostosowane do zainstalowania tego typu elementów i doskonałym przykładem mogą być produkty BUSE – co czyni je bardzo atrakcyjnym wyborem, gdyż dostępność ochraniaczy jest naprawdę wysoka, a ich cena nie jest wygórowana. Ochraniacz pleców to kwestia 100 – 150 złotych.

Najdroższe okazują się jednak pancerze, inaczej nazywane żółwiami i wykorzystywane są przez motocyklistów terenowych. Często możemy je spotkać w przypadku sportów ekstremalnych jak rowery, narty i tym podobne. Tutaj natomiast firma Knox, oferuje nam taki element od 400 złotych, a kończy swoją ofertę nawet na 1000. Stosowane są zazwyczaj w przypadku kurtek które nie są dostosowane do montażu protektorów, a sam pancerz zakładamy na swoje plecy i usztywniamy go za pomocą pasów.

Czy naprawdę tego potrzebujemy?

Odpowiedź może brzmieć i tak i nie, zależy od tego jak bardzo chcemy być bezpieczni na drodze. Polecam jednak zaopatrzyć się w takie elementy jak ochraniacze kolan, bioder, a nawet łokci i barków, zwłaszcza jeśli jedziecie w trasę, której jeszcze nie zdążyliście poznać i nie wiecie co was może spotkać – też nie spodziewałem się saren w drodzę między Dęblinem i Lublinem, przez co skutki odczuwam do dziś.